25 grudnia 2017

Thor!

MOTTO: Jedna śmierć to tragedia, miliona to statystyka.
IMIĘ: Thor.
WIEK: 3,5 roku
PŁEĆ: Pies.
STANOWISKO: Wojownik.
RANGA: Członek sfory.
NUMER DOMKU:13
CHARAKTER: Wszyscy zazwyczaj zaczynają od pozytywnych cech postaci. Jednak Thor nie jest jak inni i zaczniemy od jego ciemnej strony. Jak na jego rasę przystało ma on we krwi walkę. Thor ma cechę gameness*. Stara się to kontrolować, jednak nie zawsze mu to wychodzi. Na polu walki jednak puszczają mu wszelkie zahamowania. Będzie walczył do końca i za wszelką cenę. Zaatakowany znienacka wpada w szał. Może to i zabrzmi to dziwnie, ale na kilka chwil coś przyćmiewa jego umysł. Staje się niezwykle agresywny, bezlitosny i nieprzewidywalny. Nie poznaje znajomych istot, atakuje na oślep i bardzo zajadle. Po kilku chwilach jednak zaczyna myśleć trzeźwo i wszystkie negatywne emocje opadają. Reaguje bardzo nerwowo na wszelkie próby kontrolowania. Nienawidzi tego i będzie wzbraniał się od tego każdą częścią ciała. Dla wszystkich, którzy go kiedyś skrzywdzili będzie arogancki, chamski i wulgarny. Wszyscy widząc go pierwszy raz od razy trzymają się z lekkim dystansem. Powodem tego jest jego rasa i wygląd. Patrząc na jego zachowanie czasami widzisz w nim zło wcielone. Jednak Thor ma swoją dobrą stronę. Jest pogodny, wesoły i otwarty na nowe doznania oraz istoty. Potrafi szybko ocenić każdą sytuację i obliczyć, jakie są szansę na powodzenie. Zawsze znajdzie wyjście z każdej sytuacji. Inteligencja tylko mu w tym pomaga. Pies ma bardzo bogate słownictwo. W kłótni nie ma sobie równych, nie da się przekrzyczeć. Szybko aklimatyzuje się w nowych sytuacjach. Wie doskonale jak posługiwać się językiem z salonów i tym z podwórka. Dla niego nie ma tematu tabu, możesz z nim pogadać o wszystkim, lecz nie możesz od niego wszystkiego wyciągnąć. Niektóre informacje zabierze ze sobą do grobu. Stara się wszystkich trzymać na lekki dystans. To przez to, że szybko przywiązuje się do innych i boi się, że zostanie zraniony. Nad jego zaufaniem trzeba się jednak napracować. Przy bliższym poznaniu jako przyjaciel naprawdę zyskuje. Często pomaga innym. Lubi się drażnić z psami, oczywiście tak po koleżeńsku. Thor nie zakochuje się w każdej napotkanej samicy. Ma swój ideał, którego nie zdradzi nikomu. Bardzo lubi rozmawiać z innymi. Nienawidzi siedzieć sam. Przeważnie musi stawiać na swoim. Jeśli ma rację to będzie o to walczył. Nigdy się nie poddaje, zawsze dąży do celu. Jest szczery, lojalny, wierny i honorowy. Te cechy są dla niego największą wartością. Uwielbia polować i jest w tym bardzo dobry. Jeszcze żadna ofiara mu nie uciekła. Odporny psychicznie i fizycznie.
APARYCJA:
- rasa: typ American Pit Bull Terrier 
- wygląd ogólny: Co tu dużo mówić? Thor jest typowym przedstawicielem swojej rasy. Swoim wyglądem raczej nie zachęca do bliższego poznania. Muskularna sylwetka ciała jest jego dumą. Porusza się z gracją i bardzo dostojnie. Sierść krótka, przyjemna w dotyku i lekko połyskująca. Pysk ma dość krótki, ale u pitbulli to normalne. Szyja średniej długości, ale masywna. Uszy oklapłe, ogon prosty. Skóra gruba pokryta licznymi bliznami.
- sprawność: Znakomity w walce. Ból podczas walki napędza go jeszcze bardziej. Ma niezwykle silne szczęki i grubą skórę. Wolno się męczy. Skacze naprawdę wysoko. Potrafi się wspinać. Ogromna siła i wola życia. Pływanie to nie jego bajka.
- waga i wzrost: 30 kilogramów i 56 centymetrów w kłębie.
- głos: Imagine Dragons
HISTORIA: Na świat przyszedł w jednej z pseudohodowli. Za dużo z okresu wczesnego szczenięctwa nie pamięta. Szybko odebrali go z rodzeństwem od matki. Ludzie sprawdzali wtedy które z nich było najsilniejsze i najsłabsze. Suczki miały łatwiej. Bo obie miały zostać przeznaczone do rozrodu, a ja musiał walczyć dosłownie o wszystko z braćmi. Selekcja ta trwała dwa miesiące. Po tym czasie Basta zdechł z głodu. Na polu tej nieludzkiej walki został już tylko Thor i Theon. Niedługo ludzie zaczęli zmuszać szczeniaki do walki. Nasz pies miał jednak szczęście. Walka szła mu wyśmienicie. Dwunogi zauważyły to od razu i zaczęły się mordercze treningi. Po roku został wystawiony pierwszy raz do nielegalnych walk psów. Początki nie były łatwe, ale radził sobie i nie narzekał. W końcu było to już dla niego rutyną. Kiedy Thor skończył dwa lata został sprzedany za naprawdę ogromną sumę pieniędzy. W nowym domu skończyło się bicie i głodówki. Przestał siedzieć całymi dniami na grubym, ciężkim i krótkim łańcuchu. Teraz zamieszkał w kojcu, przybrał na masie i dzięki temu stał się silniejszy. Teraz był już niepokonany. Już nie miał z tego satysfakcji i chciał z tym skończyć. W końcu los dał mu szansę. Podczas kolejnego wieczoru, kiedy miał walczyć jakiś chłopak na posyłki nie domkną jego klatki. Thor podważył drzwiczki i uciekł. Cudem było to, że nikt go nie zauważył. Pies miał wtedy trzy lata. Wylądował sam na ulicy. Nie chciał dłużej zostać w tym mieście i ruszył w drogę. Wędrował kilka miesięcy aż trafił do Kingdom of Dogs.
RODZINA: Rodzice-Tora (matka) i Zoran (ojciec). Rodzeństwo- Shila i Nastia (siostry), Zeus i Theon (bracia). 
PARTNER: Z czasem zobaczymy.
POTOMSTWO: Może kiedyś.
EKWIPUNEK: Na razie nic nie posiada.
ZŁOTO: 20
PD: 0
TOWARZYSZ: Nie ma.
WŁAŚCICIEL: Arioch_ (howrse.pl), aa.arioch@wp.pl (e-mail)

*Gameness to u niektórych ras psów z grupy terrierów utrata instynktu samozachowawczego i niepohamowana wola walki. Pies posiadający tę cechę, mimo iż jest ciężko ranny i przegrywa, nie waha się nadal walczyć. Osobniki game można jednak spotkać w coraz mniejszej liczbie bezpośrednio z linii walczących.
Tekst zaczerpnięty z Wikipedii - https://pl.wikipedia.org/wiki/Gameness

Od Malcolma do Suzaane

Nikt nawet nie pomyślał, że dziś przysypie aż tyle śniegu. Zanosiło się na lepienie bałwanów, albo lepiej... zjeżdżanie na sankach czy budowanie igloo. To było osiągalne, bo dzisiaj tereny całej sfory pokryła gruba warstwa śniegu. Nie było co się dziwić, zima rozpoczęła się prawie pięć dni temu. Od mojego przybycia ani razu nie padał śnieg, jedynie deszcz. Po krótkim namyśle postanowiłem urządzić... bitwę na śnieżki! Puch wyglądał na odpowiedni do tworzenia kulek, więc nic nie stało nam na przeszkodzie. Odwiedziłem każdą sunię, biorąc ją ze sobą przy okazji. Cała czwórka zebrała się na otwartej przestrzeni, polanie za lasem. Choć przebyliśmy daleką drogę, nie było mowy o zmęczeniu. Każdy żył myślą, że zaraz czeka nas najlepsze. To w pewnym sensie pobudzało do działania. Głowiliśmy się dłuższą chwilę, w jaki sposób to zorganizować, aż Suzaan wpadła na wspaniały pomysł, coś w rodzaju berka, ale z użyciem śnieżek. Na samym środku ustawiliśmy gałąź, ten, który jako pierwszy wyrwie ją ze śniegu wygrywa. Odeszliśmy od siebie, każdy w inną stronę. Byłem daleko, podobnie jak sunie. Wtem rozległ się krzyk Husi, oznaczał rozpoczęcie rozgrywki. Jaką miałem taktykę? Z pewnością nie biec na ślepo, pierw trzeba zrobić zapasy, aby bronić się w jakikolwiek sposób. Ulepiłem ponad 8 śnieżek, więcej nie byłem w stanie wziąć ze sobą. Wskoczyłem za kamień, gdy tylko usłyszałem tupot łap. Byłem gotowy oddać pierwszy strzał. Wychyliłem się zza skały, aby skontrolować sytuację. Nic nie było słychać, wyszedłem na otwartą przestrzeń. Poczułem ból w okolicach karku, nie kto inny jak Ivyanne wycelowała tam, a następnie rzuciła z siłą, której pozazdrościłby niejeden samiec, w tym ja. Poleciała następną, padłem na ziemię, ale nie dlatego, że się poddaję. Triumfalny okrzyk Su wyrażał między innymi radość, że pokonała w bitwie na śnieżki alfę. Nie tak prędko. Podeszła bliżej, kątem oka zauważyłem uśmiech goszczący na jej mordce. Odwróciłem się i przygwoździłem sprytną samicę do ziemi, czego w zupełności się nie spodziewała.

Suzaan? Wybacz, że piszę cały czas takie krótkie, święta.

24 grudnia 2017

Od Malcolma cd. Husniye

Los dzisiejszego dnia mi sprzyjał, gdyż świeżo upieczone członkinie sfory od razu zgodziły się pomóc mi w przystrajaniu choinki i niektórych pomieszczeń w zamku, bezinteresownie. Liczyły się każde chęci, a poza tym byłem niesamowicie szczęśliwy, że akurat tutaj przybyły tak uczynne sunie. Chociaż czasami czułem się dosyć nieswojo, otoczony trzema samicami. Może to mało. Husi zajrzała na stołówkę później niż Suzaan i Rosebud, ale nie miało to większego znaczenia. Gdy już kończyłem posiłek, podeszła do mnie, właściwie do nas. Przywitała serdecznym uśmiechem, ja jednak nie owijałem w bawełnę, od razu zapytałem, czy nie chciałaby przystroić zamkowych korytarzy. Już myślałem, że odmówi, w końcu w swoim domku też ma dużo pracy. Spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, zgodziła się bez zastanowienia. Ucieszyłem się, moim obowiązkiem było zorganizowanie wigilii. Miałem nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Poinformowałem dwie sunie na miejscu, później złapałem Rose, przekazałem jej, żebyśmy wszyscy spotkali się w sali zamkowej o godzinie dziewiętnastej. Nie było sensu czekać dłużej, ruszyłem do ludzkiej wioski, aby znaleźć stół, przy którym zasiądziemy, gdy tylko zabłyśnie pierwsza gwiazdka. Byłem również odpowiedzialny za posiłki, wątpiłem, że będzie ich równo dwanaście. Sześć, góra siedem. Nie było czasu szukać więcej.
Powoli dochodziła trzynasta, wracałem z wioski po raz trzeci, tym razem ciągnąłem za sobą dodatki, również niektóre składniki. Jedzenie należało wykonać samemu, nie chciałem podkradać z wioski. Przestawienie stołu wymagało niezłego wysiłku, ważył trochę. Sytuacja z krzesłami była łatwiejsza. Później rozłożyłem elegancki obrus, na nim świecznik i coś w rodzaju misek, tam znajdzie się posiłek. Zmęczony westchnąłem, byłem w pełni świadom, że czeka mnie randka z kuchnią, a ja plus ona to wybuchowa mieszanka. Zamknąłem pomieszczenie na klucz, żeby nic przypadkiem nie zginęło, a co ważniejsze żeby póki co dziewczyny nic nie widziały, taka... niespodzianka. Czołgałem się po korytarzach. Gdy tylko dotarłem do kuchni, podszedłem do blatu, złapałem za miskę i łyżkę, myśląc, jak tego w ogóle użyć. Sięgnąłem po mąkę, dodawałem jajka i dolałem wodę. Zmieszałem kapustę i grzyby, z tego miało powstać nadzienie do pierogów, chyba tak to się nazwało. Szkoda, że nie miałem palców jak ludzie, więc wszystko szło opornie, wypadało mi z łap. W końcu wziąłem się w garść, powstało około 20 pierogów. Po wyliczeniach 5 na jednego psa. Można powiedzieć, że byłem z siebie naprawdę dumny. Kolejnym posiłkiem na liście była kapusta, później ryż... i tak dalej, i tak dalej.
Osiemnasta, wszystko gotowe. Jedynym co pozostało mi do roboty było przywołanie do porządku samego siebie, żebym wyglądał jak cywilizowany pies. Zajęło mi to w przybliżeniu pół godziny. Po tym udałem się na salę, aby podłożyć pod choinkę prezenty dla każdej z nich oraz powitać, gdy tylko zjawią się. Nie musiałem długo czekać, pierw Suzaan, następnie Husi, ostatnia dotarła Rosebud. Witajcie, tak rozpocząłem wigilię. Najpierw składaliśmy sobie życzenia, podszedłem do Husniye.

Husniye?

Od Husniye do Malcolma

Już od kilku dni należę do Kingdom of Dogs, sfora jest naprawdę świeża, więc jako członek jestem tylko ja, Suzanne i Rosebud, a jako pies z hierarchii to Malcolm. Otrzymałam domek numer dwa i zdobyłam własne stanowisko. Naprawdę dobrze mi się tu żyję. Dostałąm stanowisko psychologa i urządziłam moją chatkę. Zresztą Malcolm... Ach szkoda gadać. Po prostu mi się podoba, okej? No, ale przecież to tylko moja naiwność, to normalne, że się szybko zakochuję, kiedyś minie. Może... Tak sobie leżałam w łóżku, rozmyślając, ale kiedy mój budzik zabrzęczał, i oznajmił, że już dziesiąta, to w pół sekundy byłam już na nogach. No to na śniadanko... Ziewnęłam. Powolnym krokiem podążyłam do łazienki, aby obmyć twarz, potem wyszłam z mojego domku. Ruszyłam po polach, krążąc wśród domków, widziałam, jak Rosebud właśnie wychodziła ze swojego domku. Po kilkunastu minutach szybkiego spaceru dotarłam do zamku, znajdowały się w nim przeróżne komnaty, ale mnie interesowała tylko kuchnia. W sumie to tylko do niej znałam drogę, bo Malcolm mi pokazał. Popchnęłam ogromne, drewniane drzwi, wchodząc do tej pięknej krainy przeróżnych zapachów... Ryby, kluski z makiem... A właśnie! Prawie zapomniałam o świętach! No tak... To już dzisiaj. Na mój pysk wstąpił szeroki uśmiech. Uwielbiam święta. Usiadłam przy stole, gdzie siedział już Malcolm, pijąc barszcz, obok niego siedziała Suzanne. Dosiadłam się do nich.
- Cześć wam. - szepnęłam zabierając się za zupę.
- Cześć Husi. - mruknęła Suz, wycierając się od barszczu na brodzie.
- Dzień dobry Husniye. Mam do Ciebie sprawę. Jak zapewne wiesz, dzisiaj Boże Narodzenie, Suzanne wraz z Rosebud mają ozdobić sforzaną choinkę, a dla ciebie mam inne zadanie, oczywiście o i ile się zgodzisz. - odpowiedział Malcolm.
-  Jasne, a co dokładniej? - spytałam w miarę opanowana, mimo, że ogon latał mi jak po jakiś prochach, a oczy cieszyły się jak dziecko pierwszy raz dotykające śniegu.

<Malcolm? Z całęgo serca, przepraszam, że takie kitowe rozpoczęcie wątku, ale internet nam siada.>

Suzaan Ivyanne Koreen!

MOTTO: "W życiu nie ma przypadków"
IMIĘ: Imię, a właściwie imiona, nadała jej starsza kobieta, właścicielka domku w pobliskiej wiosce, a zarazem właścicielka naszej suni. Była perfekcjonistką, dlatego nie było innego wyjścia - jej pupil musi nosić idealnie dobrane słowa, jako swoją tożsamość. Suzaan Ivyanne Koreen, zrymowane końcówki nie są przypadkiem. Same te imiona nie są przypadkiem. I na świecie nie ma, to trzeba pamiętać. Otóż, każde z tych nazw należała do córek staruszki, które niestety i niej zapomniały, tworząc własne rodziny w miastach położonych daleko od matki. Co z tym się wiąże, zarówno suka, jak i jej właścicielka były niesamowicie do siebie przywiązane, ale więcej o tym w historii. Samica przedstawia się różnie, rzadkością jest jednak wymienienie wszystkich trzech imion. Jeśli chodzi o przezwiska, także bywa inaczej. Suz Ivy są używane najczęściej i to je najbardziej lubi, jednak poza nimi jest jeszcze ogrom ksywek. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego ominięto skrót od ostatniego imienia. Odpowiedź jest prosta, najzwyczajniej w świecie Suzaan za nim nie przepada, dlatego też gardzi osobami, wymawiającym te słowo, wyjątkowo podobne do kory, brązowej kory, czyli o kolorze, którego wręcz nienawidzi.
WIEK: 3 lata
PŁEĆ: Suka
STANOWISKO: Po dość długim namyśle wreszcie dokonała wyboru. Powitajmy nowego mordercę. Dziwne, czy nie, Suzaan nie ma ochoty zmieniać tego stanowiska przez wiele, wiele lat. Zupełnie jej pasuje, jak to mówi, "wyeliminowanie jednostek, zagrażających życiu sforzan". Niektórzy mogą mówić, że samica nie powinna zabijać, że to robota dla prawdziwych samców. Inni, gdy się dowiedzą o pracy suczki, otwierają szeroko oczy i natychmiast milkną. Znajdą też się na szczęście i tacy, którzy będą ją podziwiać. Podziwiać za poświęcenie, za potrzebę obrony, za siłę nie tylko fizyczną, ale też psychiczną, bo to w tym stanowisku najważniejsze.
RANGA: Członek sfory
NUMER DOMKU: 73
CHARAKTER: Zacznijmy od tego, że Suzaan do tych z prostą osobowością nie należy. Plątanina wielu cech, zarówno ze sobą związanych, jak i tych zupełnie różnych. Natomiast nie jest to samica, która raz jest miła, raz okrutna, nie. Ona po prostu może czuć wszystko na raz. Może kochać, a zarazem nienawidzić. Płakać łzami szczęścia, a zarazem smutku i żalu. Nie chodzi tutaj również o wahania nastroju, bo u suki wszystko przechodzi płynnie, nie występują gwałtowne wybuchy. Chodzi o jej charakter, wyrabiany przez wiele lat. Charakter spokojnej Ivy, która jednak potrafi być bezlitosna. Ale co my tu nazywamy "bycie bezlitosną"? Otóż, jeśli Suzaan ktoś skrzywdzi, ona również tego skrzywdzi. Trzyma się zasady ząb za ząb, oko za oko. Nie torturuje osób niewinnych, tylko tych, torturujących także innych, psychicznie i fizycznie. Nigdy nie mogła zrozumieć, co tacy mają w głowach, by zabijać bliskich. Sama również tego doświadczyła. Mimo to, że była wtedy jeszcze młodym szczeniakiem, pamięta akurat ten moment, tylko on z czasów dzieciństwa zagościł jej umysł i nigdy nie opuścił. Została wyrzucona, skazana na śmierć. Zawinięta w worek, włożona do rowu tuż przy ruchliwej drodze, gdzie wypadków jest wiele. Nie wiedziała czemu, po co to komu. Równie dobrze mogli oddać ją pod opiekę innym ludziom. Tylko po co, żeby zadawli masę pytań? Phi. Na szczęście znalazła się istota, reagująca na dziwnie ruszający się kawał materiału. Była to ta staruszka, ta, której Suz zaufała od razu, co aktualnie nie zdarza się często. Do kobiety bardzo się przywiązała, a teraz? Czy ona potrafi? Czy ona potrafi odnaleźć tą właściwą osobę? Jedna wielka niewiadoma, bo dobrze wie, iż może to sprawić trud, między innymi przez małą sympatię do nieznajomych. Poznawać nowe osoby może i lubi, jednak nie chce tego robić często. Zawsze myśli, że coś źle powie i przez to zostanie odrzucona. Powodem takiego rozumowania jest niezwykle niska samoocena, którą ma od niedawna, a właściwie od śmierci Urshuli. Wmawiała i nadal wmawia sobie, iż to przez nią ona zmarła, iż nie zrobiła wszystkiego, co może. Od tego momentu również wzięła do siebie to, że musi dbać o bliskich, a aktualnie o ich poznanie. Tymi bliskimi mają być nieznanajomi, czyli dała sobie niezwykle trudne zadanie. Chce jednak tego dokonać, przełamać własną siebie, bo taka już jest, uparta. Nawet sobie nie wyobraża ponieść klęski, jaką jest zdobycie tych ważnych osób i ich stracenie. Musi, bo musi. Musi doprowadzić do tego, by oni mieli lepiej od niej. Nie mają jedzenia, ona da swoje. Nie mają pieniędzy, ona da swoje. Ktoś ich skrzywdzi, ona skrzywdzi zbrodniarza, choćby nawet miała ryzykować życie, zrobi to. Jest zupełnie oddana, zdolna do poświęcenia. Dla miłości, przyjaciół, rodziny, czyli najważniejszych jednostek w całym bycie.
Przez ten cały czas omawialiśmy jej cechy dotyczące poznawania nieznajomych, chęci zdobywania bliższych i poświęcenia się dla takich. Teraz natomiast nadszedł czas na jej małą zmianę. Kiedy jest w otoczeniu przyjaciół,  staje się zupełnie inna. Tak, jakby cicha myszka, o bezlitosnym sercu przebrała się w wesołą suczką, domagającą się przygód. Co z początku opisu jej charakteru można wywnioskować, nie jest żadną wariatką, która kocha spędzać czas w gronie dobrych znajomych, bawiąc się przy tym wspaniale. Tutaj niespodzianka, zdziwiłeś się, prawda? No powiedz, że tak. Kontynuujmy. Suzaan wciąż mówi mało i jest nieco mordercza, ale to jedynie ze wzroku, przyjaciół by nie zabiła, co oczywiste. Przecież fałszywych istot nie nazwałbyś przyjaciółmi, co nie? A właśnie, jeśli chodzi o fałsz, sunia tego wręcz nienawidzi. Gardzi osobami, kłamiącymi co słowo. Sama jest szczera, czasami, w sumie to zawsze do bólu. Woli już okrutną prawdę, niż słodkie kłamstwo. Oczywiście nikogo skrzywdzić krytyką nie chce, dlatego uważa na słowa, jak tylko może. Nienawidzi łez zarówno swoich, jak i czyjś. Jeśli ktoś szlocha, szczególnie z jej winy, natychmiast pragnie wszystko odkręcić i pocieszyć, w czym jest dość dobra. Ma wspaniałe poczucie humoru, chociaż wrażliwość trochę ją ogranicza. Nigdy nie żartuje o cudzym nieszczęściu, przecież jest jeszcze wiele innych tematów, które nigdy się nie wyczerpują. Uwielbia się uśmiechać i śmiać, nawet pomimo dźwięku, jaki wtedy wydobywa. Jest on dość zabawny, co wywołuje uniesienie się kącików ust na kogoś mordce, a to kocha najbardziej, zaraz po bliskich, to jasne. Jeśli chodzi o imprezy, chodzi na nie z wielką chęcią, jeśli są to zwykłe małe spotkania z alkoholem. Dużo osób, to dużo nieznajomych, co sprawia zakłopotanie i niepewność. Co do pewności, tak jak w wielu innych cechach, zostaje ukazana w gronie bliskich znajomych. To właśnie wtedy podejmie się nawet najbardziej ryzykownego wyzwania, by pokazać, iż jest lepsza. Zbyt duża odwaga czasami prowadzi do klęsk, czyli na przykład pogrążenia, po czym sunia nie chce widzieć żadnej osoby przez przynajmniej jeden dzień. Wtedy lubi przebywać sama, czytając książki, czy ogrzewając się przy kominku. Nie wychodzi z własnego terytorium, by nie napotkać żadnej istoty, która mogłaby ją wyśmiać. Gdyby tak się stało, wpada w histerię. Szlocha, rozpacza nad sobą, a czas chęci bycia w samotności się przedłuża. Tutaj więc można dodać, że zdarza jej się nie przemyśleć czegoś, zanim zrobi coś głupiego, jednak stara się tego uniknąć. Powracając do opisu jej braku litości do krzywdzących, nie uważasz, że coś tu nie pasuje? Wrażliwa sunia, która potrafi zabić. Napomknę ponownie, ona pragnie wyeliminować jednostki, zagrażające życiu sforzan. Silna psychicznie jest jedynie wtedy, kiedy chodzi o obronę. Nie tylko bliskich, jednak też istot, otaczających ją każdego dnia.
APARYCJA:
- rasa: typ Border Collie
- wygląd ogólny: od czego wręcz należy rozpocząć opis jej wyglądu, to przepiękna, piaskowa sierść w różnych odcieniach, pokrywająca całe jej ciało. Brązowe oczęta, zazwyczaj skupione na jednym punkcie, idealnie pasują do delikatnego w dotyku futerka. Nosek dwukolorowy, ciemny z różowym paskiem na środku. Posiada dość duże uszy, czasem oklapnięte, czasem prosto stojące. Ogona natomiast nadzwyczajnego nie ma, zwykły, długi i puszysty, żyjący własnym życiem.
- sprawność: hm, tutaj to trzeba trochę się namyśleć. Bez powodu takiego stanowiska oczywiście nie wybrała, do również należy mieć trochę siły, którą oczywiście suka posiada. Co normalne, jako samica nie jest na tyle silna, by dorównać przeciętnemu samcowi, natomiast co niektórych powalić potrafiłaby. Dość szybka i zwinna, z łatwością przemierza różne przeszkody. Oczywiście nie można wyolbrzymiać jej umiejętności, przecież jakieś czułe punkty także ma. Jednym z nich jest wspinacza. Nigdy nie umiała wejść na drzewo, czy wdrapać się na wyższe meble. Inną piętą Achillesa można nazwać unoszenie dużych ciężarów. Wszystko to jednak dużych problemów jej nie sprawia, przynajmniej tak ten uparciuch mówi, próbując pokazać swoje możliwości.
- waga i wzrost:  waży 18 kilogramów, a mierzy 52 centymetry. Nigdy jej takie proporcje nie przeszkadzały, bo są normą wśród przedstawicieli danej rasy.
- głos: Hayley Kiyoko
HISTORIA: Urodzona została w lipcu, czyli w środku lata. Nie ma ma się co domyślać, był to naprawdę piękny, słoneczny dzień. Przynajmniej to widać było za oknami małej szopy, w której niestety nie przebywała długo. Nie, nie została przeniesiona do przytulnego domu, o czym właściwie mogła tylko marzyć. Stało się wręcz przeciwnie. Miała wtedy może zaledwie tydzień. Jako mały szczeniak niewiele rozumiała, pragnęła jedynie bliskości matki. Odebrano ją od własnej rodzicielki, włożono do wora i zawiązano. Dlaczego? Nie wie. Może tylko się domyślać, iż ją odrzucono. Nikt jej wtedy nie chciał. Nikt nie miał ochoty się nią zajmować. To najprawdopodobniejsza wersja, której się trzymała i trzyma od wielu lat. Między innymi dlatego boi się odrzucenia, odejścia bliskich. Co się działo później... No właśnie. Czy ktokolwiek miał czas, by o tym myśleć? Rzucono ją do rowu, pełnego od błota. Błota, bo nie dość, że był blisko ruchliwej drogi, to właśnie tego dnia lało jak nigdy. Wyobraźcie sobie ulewę, dziury na ulicach, a w nich pełno brudnej wody. Ciecz rozbryzgują szybko jadące auta, z ludzkimi rodzinami w środku, które niczego nieświadome, wracając szczęśliwi z wakacji, bądź dopiero na nie jadą. Każdy omijał wór, nawet nie zwracając na niego uwagi. No przyznajmy, gdybyśmy zauważyli na poboczu jakiś kawałek materiału, nie stanęlibyśmy i nie sprawdzili, czy coś przypadkiem w nim nie leży. Tak jednak postąpiła pewna wrażliwa kobieta, będąca blisko osiemdziesiątki. Gdy przejeżdżała swoim samochodem starym jak świat, zauważyła, iż ta tkanina niezbyt realistycznie się rusza. Nie wyglądała, jakby wiatr wprawiał ją w ruch. Co chwilę zmieniała kształt, co niezwykle staruszkę zaciekawiło. Postanowiła zatrzymać się na najbliższym podjeździe i sprawdzić, co to jest. Gdy podniosła wór, poczuła ciężar, co także nie było normalne. Po chwili wyjęła chowającą się tam rzecz. Wreszcie trzymała w ręku szczeniaka, piszczącego z zimna. Bez wahania objęła malucha i pędem pobiegła do swego pojazdu. Otuliła niewielką istotę kocykiem. Tak właściwie zaczęła się ta szczęśliwa część historii Suz, gdyż wtedy również narodziła się miłość między psem, a kobietą. Co pamięta doskonale, dom tego niesamowicie czułego człowieka był naprawdę przytulny. Salon, czyli najbardziej lubiane pomieszczenie przez sunię, był z mięciutkimi fotelami, dywanem z żywego futra, stojącym pod ścianą kominkiem, nad którym wisiało pełno zdjęć innych osób. Między innymi członków rodziny staruszki, czyli jej zmarłego męża i trzech córek, nie pamiętających o własnej matce, gdy przeprowadziły się do większego miasta. Jak już w innym punkcie wspomniano, to od nich wzięły się imiona suczki. Od najstarszej, do najmłodszej. Dzięki temu kobieta mogła rozmawiać ze swoimi dziećmi, gadając do psa. Może i wariactwo, ale jakie piękne. Właścicielka zwierzyny i sama ona zżyły się ogromnie. Każdą noc spędzały na jednym łóżku, każdy posiłek jadły razem. Na każdym spacerze równym krokiem przemierzały różne tereny, na każdym wyjeździe, czy na targ, czy do centrum miasta, razem siadały na przednich siedzeniach. Suzaan była pod opieką weterynarza specjalisty, którego miała właściwie pod nosem, bo to jej sąsiad. Z każdym, nawet najmniejszym urazem, czy objawem ledwo rozpoczynającej się choroby, Urshula przychodziła ze swoim pupilem do tego pana. Dlatego też samica nigdy nie miała żadnych schorzeń, w przeciwieństwie do kobiety, dbającej bardziej o swojego psa, niż o siebie. Ivy była dla niej jak dziecko, wymagające szczególnej opieki. Czasami staruszce zapominało się wziąć leki, niezwykle ważne do prawidłowej pracy organizmu. To niestety przerodziło się w coś gorszego. Gospodyni doprowadziła swoje ciało do takiego stanu, że z domu ruszać się nie mogła. Na to weterynarz nie poradzi, jedynie lekarz, który miał swoją siedzibę daleko od domu kobiety. Nie było wyjścia, musiała wyjechać do specjalnego ośrodka. Co stało się z Suz? Przez krótki czas opiekował się nią zwierzęcy terapeuta. Codziennie jeździł z psiną do jej właścicielki, zostając przy niej nawet na kilka godzin. Niestety i to musiało się kiedyś skończyć. Staruszka zmarła, nadzieja samicy również. Ponieważ weterynarz dłużej się nią opiekować nie mógł, wywiózł suczkę do schroniska. Nie pomyślał jednak o tym, iż ta po wypuszczeniu z auta natychmiast może ruszyć przed siebie. Tak też się stało. Próbowała odnaleźć budynek, w którym wcześniej przebywała Urshula. Chciała ją tam zobaczyć, siedziała na murku przed ośrodkiem niecały tydzień, dopóki nie odpuściła. Nie miała po tym ochoty przebywać u jakiejkolwiek ludzkiej rodziny, bo jeszcze inne osoby przez nią umrą, przynajmniej tak sobie wmawiała. Rozpoczęła swoją wędrówkę donikąd, trwająca dość krótko. Cel jej wreszcie się odnalazł, mieścił się on naprawdę blisko zamieszkałej przez nią wcześniej wioski. Kiedy znalazła to, czego szukała wcześniej, czyli azylu dla bezpańskich psów, pozostała tam. Tam, to znaczy tutaj. Tutaj, w Kingdom of Dogs.
RODZINA: Imion członków swej rodziny, a właściwie ich samych nie pamięta, bo dość szybko po porodzie została wyrzucona. Aktualnie zaliczyć do swoich bliskich może jedynie Urshulę, czyli starszą kobietę, która ją przygarnęła. Niestety ta również odeszła od suni, czego oczywiście nie chciała, jednak Suz cały czas wspomina piękne czasy z ową osobą. Nie odczuwa specjalnie jej braku, gdyż czuje, że cały czas jest przy niej, w pamięci, i w sercu.
PARTNER: Brak, brak, brak. Suczka na nic więcej nie liczy, a nawet tego nie pragnie. Chociaż, po cichu ma nadzieję, iż jednak ta właściwa osoba wreszcie ją znajdzie, a nie na odwrót.
POTOMSTWO: Także brak, podobnie, jak u partnera, na nic nie liczy. Tutaj jednak nawet nie jest pewna, czy kiedykolwiek chciałaby mieć dzieci. Rzadko kiedy miała styczność ze szczeniakami, natomiast sama sobie nagadała, że są one jedynie problemem.
EKWIPUNEK: -
ZŁOTO: 20, mało, skromnie, co oczywiście pragnie zmienić.
PD: 0, tak jak ze złotem, szybko chce zwiększyć tę liczbę, wykazując się najlepiej jak może.
TOWARZYSZ: -
WŁAŚCICIEL: Ivyanne [H&D] norahomg@gmail [email] 

Rosebud!

MOTTO: Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.
IMIĘ: Rosebud, niektórzy mówią na nią Rose.
WIEK: 2 lata
PŁEĆ: Suczka
STANOWISKO: Szpieg
RANGA: Członek sfory
NUMER DOMKU: 21
CHARAKTER: Rosebud to typ samotniczki. Bardzo ceni ciszę i spokój. Uwielbia przebywać na polu, a szczególnie w lesie. Na spacerach nasłuchuje śpiewu ptaków, i szumu drzew. W stosunku do nieznanych jej psów, jest neutralna. Rose jest lojalna, pomocna i spokojna. Jednak potrafi być złośliwa, i niemiła, ale to tylko jak ktoś ją porządnie zdenerwuje. Jeśli jakimś przypadkiem jest w centrum uwagi, to zaraz próbuje ukryć się w cieniu. Rosebud, uwielbia długie spacery. Sunia również jest ciekawska, co nie zawsze kończy się dla niej dobrze. Na jej zaufanie i szacunek trzeba sobie zapracować. Jeśli Ci się uda, to możesz być z siebie dumny.
APARYCJA:
- rasa: Mieszaniec.
- wygląd ogólny: Rose jest biała w łaty. Jej sierść jest bardzo miękka i puszysta.
- sprawność: Rosebud potrafi przybyć dalekie trasy, w krótkim odstępie czasu. Jest bardzo szybka, i wytrzymała. Jedynie nie radzi sobie w pływaniu.
- waga i wzrost: 60 cm w kłebie. 40 kg.
- głos: Ashley Johnson
HISTORIA: Rose urodziła się w schronisku. Gdy podrosła, jej matka została zaadoptowana przez ludzi, a ona próbowała uciec ze schroniska. Pewnej nocy, jej kojec był niedomknięty, dzięki czemu wybiegła ze schroniska. Rosebud błądziła po łąkach, lasach, górach...aż w końcu wpadła na Malcoma i tak dołączyła do sfory.
RODZINA: Jej matka jest mieszanką owczarka podhalańskiego. Ojca nie zna.
PARTNER: Brak.
POTOMSTWO: Brak.
EKWIPUNEK: -
ZŁOTO: 17
PD: 2
TOWARZYSZ:-
WŁAŚCICIEL: Warrior Wolf [Howrse]

23 grudnia 2017

Od Malcolma

Życie, plątanina wydarzeń, tych smutnych, tych wesołych. Nie możesz sam — bądź sama — zarządzić, kiedy ma spotkać cię coś miłego, albo wręcz przeciwnie. Jeden chce cierpieć, a drugi woli cieszyć się z życia, a spotyka go coś innego. Po to są marzenia, żeby wyobrażać sobie coś, co może nadejść. Czasami do tego dążymy, wtedy mówią, że marzenia się spełniają, jednak z naszą pomocą. Nikt nie może usiąść w miejscu i czekać, aż stanie się coś niesamowitego. Każdy jest kowalem swojego losu, nic bez powodu się nie dzieje. Trzeba wstać, otrzepać zaległy kurz i ruszyć przed siebie, jak ja. Jestem Malcolm, założyłem Kingdom of Dogs.
Przechadzałem się po jakże pustych polach, wiatr mierzwił moją sierść, ja rozmyślałem nad sensem tego wszystkiego. Własna sfora. Choć nie wierzyłem zbytnio, że w najbliższym czasie zastępy powiększą się, niemal nic nie wykluczało tej opcji. Może to tylko początkowy brak wiary? Każda sfora tak zaczyna. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
Daleko w krzakach zdążyłem zauważyć nieznaną sunię. Biało-czarna sunęła między leśną roślinnością, niemal w ciemno. Ciekaw byłem, co ją sprowadza na te tereny. Również zadawałem sobie pytanie, czy należy do jakiejś z pobliskich sfór, czy może pochodzi z wioski. W końcu przedarła się przez gąszcz, dostrzegła mnie. Przyspieszyła, czy mój widok sprawił jej radość? Może podobnie jak ja, nie zna tutaj nikogo? Nadzieja, serce biło coraz mocniej.
— Witaj! — usłyszałem na powitaniu. — Jestem Husniye, a ty?
Husniye? Niespotykane imię, przynajmniej nie dla mnie.
— Malcolm — skinąłem łbem. — Przebywasz aktualnie na terenach Kingdom of Dogs, Husniye.
— Co?
— Sfora — wyjaśniłem. — Trafiłaś na nasze tereny.
— A ty kim jesteś?
— Alfą tej sfory — uśmiechnąłem się, tym razem ciepło.
Nawet nie myślałem, że to spotkanie mogło przynieść tak wiele, gdyż sunia została z nami, a właściwie mną. Pierwsze koty za płoty, czy jakkolwiek to się powiadało.

Husniye!

MOTTO: "Czas tracony z przyjemnością nie jest czasem straconym" Thomas Eliot
IMIĘ: Wyobraźnia jej mamy nie znała granic, wymyśliła oryginalne imiona dla dziesiątki szczeniąt, suni trafiło się akurat Husniye. Skraca je na wiele sposobów m.in HusiNiyeSni i wiele, wiele więcej. 
WIEK: Trzy latka już stukneły. 
PŁEĆ: Sunia, sunia
STANOWISKO: Lekarz-psycholog 
RANGA: Członek sfory
NUMER DOMKU: Trafił się jej domek numer dwa
CHARAKTER: Wada której można się pozbyć ciąży na Husi od wczesnego dzieciństwa, a mianowicie łatwowierność, za nic nie umie rozróżnić czy coś jest naprawdę czy na niby. Podobna wada, nie potrafi odmawiać, przez to można ją łatwo wykorzystywać. Jest optymistką, wszędzie widzi plusy. Łatwo się też zakochuję i łatwo zaczyna ufać. Ogólnie z nią jak z dzieckiem, we wszystko wierzy, wszystko co jej każesz to zrobi, nie zarzuci ci nic i okazuje na prawo i lewo swoje uczucia. Jest bardzo wygadana. Opisałam tylko cząstkę jej charakteru, a już można stwierdzić, że jest przewrażliwiona, i tak, to prawda. Oprócz tego jest bardzo wierna i oddana, gotowa oddać życie za każdego komu zaufała (aby tak się stało nie trzeba się jakoś bardzo wysilać). Ciągle chodzi uśmiechnięta, jest też bardzo pracowita. Interesuje się psychiką, nie bez powodu została psychologiem, wie to i owo więc pomoże jak może. Uwielbia prawić każdemu komplementy, nawet jak nie wygląda on za dobrze, sprawia jej to po prostu przyjemność. Ogółem uwielbia powodować, że ktoś inny się uśmiecha. W sumie woli zajmować się kimś innym i zaniedbać siebie. 
APARYCJA: 
- rasa: Border Colie
- wygląd ogólny: Zacznijmy może od uszu, trójkątne, milutkie, pokryte czarną sierścią, potem oczy, złote, hipnotyzujące, a niekiedy "zabijające" swoim spojrzeniem, nosek, podobnie jak uszy czarny, w kształcie kasztana, jej pysio jest pokryty czarną, białą i w kilku fragmencikach brązową sierścią. Całe jej ciało jest pokryte tym jakże miłym w dotyku futerkiem. Jest bardzo lekka, przy czym zwinna. Polowanie nie stanowi dla niej problemu. 
- sprawność: Jak wcześniej pisałam, jest bardzo zwinna, polowanie nie stanowi dla niej problemu, tak jak bieganie. W innych rzeczach radzi sobie przeciętnie, chociaż... Pływanie jest wykluczone. Bo Sni panicznie boi się wody. 
- waga i wzrost: 46 centymetrów w kłębie, czyli dolna granica jej rasy, waga... 12 kilogramów, też dolna granica, ale zgodna ze wzrostem 
- głos: Halocene
HISTORIA: Była sobie suka i był sobie pies. Potem piękna miłość, wspaniałe noce... I pum! Szczeniaki, a w dodatku piątka. Matka się cieszyła, ojciec trochę mniej ale jednak. Szczeniaczki dorastały spokojnie, ale pewnego dnia Husi się odłączyła od grupy, jakiś pies ją spotkał i powiedział, że się nią zaopiekuje, kazał jej sprzątać, gotować, a ona nie wiedziała, że ją wykorzystuje, traktowała go jak wujka, pewnego dnia, kiedy zaszło to już za daleko i zdała sobie z tego sprawę to uciekła. Wędrowała, wędrowała aż natknęła się na pewne królestwo, świeżo założone. Dołączyła bez wahania. 
RODZINA: Matka to Karianala, ojciec Viktor, siostry to CaberraJunakiaOhana i Frinkania, a bracia to RukanusLinalenSantagorHinguriki i Niwarik, oryginalnie nie? 
PARTNER: Brak, chociaż jest zauroczona w alfie sfory, Malcolmie. Chociaż bez wzajemności, a to tylko skryte fantazję Husi. 
POTOMSTWO: Brak, ale może kiedyś. 
EKWIPUNEK: Nic, ale to się zmieni. 
ZŁOTO: 20
PD: 0
TOWARZYSZ: Póki co brak.
WŁAŚCICIEL: Ewaa (hw)

22 grudnia 2017

Malcolm!

By Kristýna Kvapilová
MOTTO: Bez krwi nie ma wojny, bez wspomnień nie ma dnia, bez rodziny nie ma domu, bez społeczności nie ma świata.
IMIĘ: Nie jest to zbyt oryginalne imię, jednak nie na tyle popularne, abyś na każdym kroku spotykał Malcolma. Dla niektórych to imię bywa niesamowicie problematyczne, przez co skracają je do Malc. Pieszczotliwie Malec, chociaż to stosowane jest naprawdę rzadko.
WIEK: Stary czy nie, trzy lata.
PŁEĆ: Bezsprzecznie płeć silna, oto Malcolm, pies.
STANOWISKO: Chociaż wygląda dosyć niewinnie, pokłońcie się. Oto Generał.
RANGA: Alfa
NUMER KOMNATY: 1
CHARAKTER: Sam Malcolm ceni w sobie niesamowity spokój, który współgrając z równowagą tworzy oazę spokoju, a samiec bądź co bądź na takiego wygląda. Za szczeniaka żywy przykład nadmiaru energii, podczas dorastania stopniowo podlegał zmianom, aż w końcu świat poznał zupełnie innego, już dorosłego samca, który dzięki swojej rezolutności założył sforę oraz został jej alfą. Warto dodać, że to typ samodzielnego, zrobi wszystko po swojemu, a sprawia mu to większą radość i spełnienie niż skorzystanie z pomocy innych. Rozważny, jest w stanie myśleć tydzień nad jedną rzeczą, zanim zdecyduje, firanki zielone czy żółte, czasami są to jednak ważniejsze decyzje, typu zawarcie sojuszu bądź wydanie rozkazu. Cierpliwość jest jego kolejną, złotą jak serce, ważną cechą. Jak najbardziej w stanie opiekować się niesfornymi dzieciakami, uspokoi je bez niepotrzebnego zgrzytu zębów. Rozmowa z nim nie bywa nudna, wręcz przeciwnie, często rozwija, wręcz drąży temat, co dla niektórych bywa męczące. Bardzo odpowiedzialny, nie bez powodu wziął się za zarządzanie całą armią. Jest godny zaufania, niczym skrytka, możesz mu powiedzieć wszystko, ten zachowa to dla siebie, zamknie pyszczek na kluczyk. Pomoże jak najbardziej, uśmiech bliźniego powoduje radość u Malca. Najciekawsze jest to, że posiada też wady, jak każdy. Tak jak poprzednie zdanie, włada ironią, dosyć często bywa sarkastyczny, co odbija się na jego relacjach z innymi psami bądź sukami. Stawia pracę ponad wszystko. Można uznać, że jego drugim mottem jest: Najpierw obowiązki, potem reszta. Jak najbardziej prawda. Nie jest pyszny, okrutny, ale ironiczny, o czym było wyżej. Jako przywódca, i generał, sprawuje się bardzo dobrze, chociaż drobne potknięcia miał.
APARYCJA:
- rasa: Czysta krew, owczarek niemiecki.
- wygląd ogólny: Największym jego atutem jest sierść, gęsta, pięknego koloru, aczkolwiek powszechnie spotykanego, czarny z podpalanym. Na ogół przystojny pies, wręcz dostojny, co dodaje mu ogólnych punktów. Łapy ma długie, na nich obficie sierści, tutaj w kolorze ciemnego brązu. Ciało dosyć masywne, jednak nie ociężałe, wręcz przeciwnie porusza się niezwykle zwinnie. Uszy stojące. Oczy są duże, kasztanowe. Spoglądając na pysk zobaczysz ciemny nos, a pod nim bliznę. Ogon opadły, długi.
- sprawność: Przoduje w biegach, samiec jest w stanie przebiec paręset metrów bez zatrzymania. Przydaje się to w polowaniu, w tej dziedzinie również nie pozostaje z tyłu. Jedynie gorzej mu idzie we wspinaczce, gdyż łatwo ześlizguje się z drzew, między innymi. Poza cechami fizycznymi ma świetny wzrok, sokoli jak to mówią.
- waga i wzrost: 64 centymetry w kłębie, 43 kilogramy
- głos: Ed Sheeran
HISTORIA: Na świat przyszły szczenięta pary Gamma, dokładnie pierwszy miot. Piątka przeuroczych dzieciaczków, trzy sunie i dwójka psów. Ich życie było naprawdę spokojne, czasami mówiono, że aż za. Nikt nie spodziewał się, że kiedykolwiek może stać się takie nieszczęście. Ciężarna już po raz drugi Vanessa zniknęła. Alfa od razu wydał rozkaz, aby zacząć jej szukać. Minęło parę miesięcy, pięcioraczki już dorosłe dowiedziały się, że mama została ogłoszona zmarłą, gdyż poszukiwania nie poskutkowały. Trzeba było się z tym pogodzić, a w dodatku zachorował Thomas, samiec Gamma. Po jakimś czasie choroba rozwinęła się na tyle, że nie był zdolny się poruszać, nie mówić już o pełnieniu roli Gammy tak potężnej sfory. Przyszła pora na wybranie dziedzica. Wybór padłby na Malcolma, gdyby nie to, że... uciekł. Tak, uciekł.
Czas mijał, skończył trzy lata. Zrozumiał, że odejście było błędem. Nie zamierzał czekać, ani szukać sfory. Założył własną, swoje królestwo. Kingdom of Dogs. Jego historia nadal się pisze, jak każda.
RODZINA: Uznana za zmarłą matka, Vanessa. Ojciec nosił imię Thomas, Malcolm nie wie co z nim jest, czy wyzdrowiał czy odszedł. Czwórka rodzeństwa, siostry: LaviaNellyHolly oraz jedyny brat, Cody.
PARTNER: Bądź co bądź brak, nigdy partnerki nie posiadał, aczkolwiek nie wyklucza, że ta jedyna się znajdzie, prawda?
POTOMSTWO: Brak, jednak nie jest przeciwny posiadaniu takowych, w końcu kto odziedziczy tron?
EKWIPUNEK: Brak
ZŁOTO: 20 sztuk
PD: 0
TOWARZYSZ: Brak
WŁAŚCICIEL: Malavia[Howrse], Tilesty[DoggiGame]

Oficjalne otwarcie

Witajcie!
Z tej strony Malcolm, jako administrator, a właściwie administratorka bloga pragnę ogłosić, iż dnia dzisiejszego otwieram Kingdom of Dogs!
Jak najbardziej możecie wysyłać formularze do Malavia na Howrse, Tilesty na DoggiGame. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.

Przygotowałam mały bonus, pierwsza piątka psów dołączających do Kingdom of Dogs dostanie dziesięć sztuk złota!

~Malcolm